• ARCHIWALNE

    CO RZEKA NIESIE

    Wystawa dyplomowa Anny Tymińskiej prezentowana w Willi Pniewskiego. Przedsięwzięcie zostało zorganizowane we współpracy z ASP w Warszawie oraz PAN Muzeum Ziemi w Warszawie.

    Wystawa Co rzeka niesie Anny Tymińskiej wyrasta z krajobrazu Kurpiowszczyzny oraz dolin Pisy i Narwi. Rzeka, las, piasek i światło tworzą przestrzeń, która staje się źródłem malarskiej opowieści. Krajobraz nabiera tutaj szczególnego znaczenia. Staje się żywym organizmem, nośnikiem pamięci oraz zapisem nieustannej przemiany.

    Twórczość Anny Tymińskiej opiera się na uważności. Artystka koncentruje uwagę na rytmie natury, ruchu wody, świetle i strukturze materii. Zatrzymuje wir na powierzchni rzeki, ruch traw na wietrze, refleksy światła oraz ślady pozostawione przez nurt. Każda obserwacja prowadzi do głębszego doświadczenia miejsca i odsłania jego wewnętrzną energię.

    W prezentowanych pracach człowiek funkcjonuje w ścisłej relacji z otoczeniem. Postaci przejmują światło, kolor i rytm krajobrazu, stając się częścią jego naturalnego porządku. Srebrzystość wody, zielenie traw i puls natury budują spójną, wyciszoną rzeczywistość. Obrazy Anny Tymińskiej prowadzą ku refleksji nad relacją człowieka z naturą oraz nad pamięcią zapisaną w krajobrazie.

    Istotnym dopełnieniem wystawy jest cykl Fragmenty, składający się z pięciu płaskorzeźb wykonanych z posrebrzanego mosiądzu. W obiektach zostały osadzone autentyczne elementy krajobrazu: czarny dąb, bursztyn, kamień, muszla i glina. Każdy z nich przechowuje historię miejsca. Co rzeka niesie staje się opowieścią o krajobrazie, który zapisuje czas, przechowuje pamięć i niesie ślady kolejnych warstw natury oraz ludzkiego doświadczenia.

    fot. Szymon Sokołowski, Marek Gardulski

    PRESS PACK

  • ARCHIWALNE

    GRUPA DOWCZORAJ

    Pierwsza publiczna prezentacja twórczości Grupy Dowczoraj.

    Dla wcześniejszych pokoleń wspólnym językiem były obrazy religijne, historyczne i literackie. Dziś jego częścią są również gry komputerowe, filmy, seriale oraz obrazy krążące w kulturze internetu. Grupa Dowczoraj sięga po ten repertuar współczesnych znaków i przekształca go w malarskie opowieści o pamięci, uwadze i doświadczeniu.

    Twórczość Grupy wyrasta z wizualnego krajobrazu przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Znane postacie, kadry i sytuacje zostają wyrwane ze swoich pierwotnych kontekstów i spotykają się w nowych konfiguracjach. CJ z gry Grand Theft Auto: San Andreas pojawia się obok Hagrida z Harry’ego Pottera, trafia do wnętrza znanego ze Świata według Kiepskich i staje pod znakiem „Strefa Ruchu”, który dzięki fotografii raperów Kaza Bałagane i Belmondo przeszedł drogę od elementu miejskiego oznakowania do ikony współczesnej kultury popularnej. Historia tego znaku pokazuje, jak obrazy odrywają się od swoich pierwotnych funkcji i zaczynają żyć własnym życiem w zbiorowej wyobraźni. Powstaje przestrzeń, w której literatura, telewizja, muzyka, internet i codzienność współistnieją na równych prawach.
    Istotną część wystawy tworzy cykl prac rozgrywających się na plaży. Jego bohater z pełnym zaangażowaniem oddaje się czynności kopania dołka w piasku. Pozornie błahy cel stopniowo pochłania całą jego uwagę. Kolejne sceny przypominają wakacyjne pocztówki zapisujące chwile skupienia, obserwacji, dziecięcej determinacji i pierwszych romantycznych uniesień. W tej prostej sytuacji ujawnia się zdolność człowieka do nadawania znaczenia rzeczom, które dla innych mogą pozostać niezauważone.
    Anonimowość stanowi jeden z fundamentów twórczości Grupy Dowczoraj. Grupa wybiera ją w czasach, gdy nazwisko, wizerunek i narracja o sobie stały się warunkiem obecności. Autor ustępuje miejsca pracy, a odbiorca spotyka się z nią bez pośredników, budując własne skojarzenia i interpretacje.
    Twórczość Grupy Dowczoraj pokazuje, jak współczesna kultura tworzy nowe obszary wspólnego doświadczenia. Obok wielkich narracji funkcjonują dziś bohaterowie gier, filmowe postacie, internetowe symbole i codzienne sytuacje. Razem tworzą krajobraz, w którym zapisują się emocje, wspomnienia i wyobrażenia współczesnego pokolenia.

    fot. Szymon Sokołowski, Grupa Dowczoraj

    PRESS PACK

  • ARCHIWALNE

    KSZTAŁT ŻYCIA

    Trzecia prezentacja wybranych dzieł z kolekcji Michała Borowika. Po wystawach „Od wschodu do zachodu”, poświęconej źródłom, pamięci i tożsamości oraz „Fata Morgana”, podejmującej temat iluzji współczesnej rzeczywistości, „Kształt życia” kieruje uwagę ku temu, co kształtuje codzienne doświadczenie. W centrum znajdą się relacje, rytmy, materialność i obecność. UWAGA: wystawa zawiera treści wymagające dojrzałości odbioru (18+).

    HANS BELLMER, OLGA DMOWSKA, EDWARD DWURNIK, KATARZYNA GÓRNA, DANIEL GRÉMI, KATARZYNA KOZYRA, KATERYNA LYSOVENKO, MONIKA MISZTAL, KRZYSZTOF RENES, TADEUSZ ROLKE, AGATA SŁOWAK, ESTEVÃO DA SILVA CONCEIÇÃO, ANDRZEJ URBANOWICZ, JAKUB JULIAN ZIÓŁKOWSKI, PAWEŁ ŻUKOWSKI

    Każdy człowiek jest włączony w wielkie procesy historyczno-społeczne, które dzieją się w jego kraju; każdy człowiek wplątany jest w pewien sposób w przemiany świata i jego konflikty zachodzące w epoce, w której żyje. Każdy człowiek uczestniczy w kulturze swego wieku i podlega tej rzeczywistości intelektualnej i emocjonalnej, jaką wytwarza nauka jego czasów. I każdemu wyznaczona jest droga życia społeczno-zawodowego, wedle planów rozwoju gospodarczego i społecznego podziału pracy w jego kraju. Każdy z ludzi jest w pewien sposób elementem większych całości i zawsze każde „ja” włączone jest w różnorakie „my”.

    Bogdan Suchodolski, Kształt życia, 1979

    Tytuł wystawy pochodzi z książki, którą otrzymałem w 2000 roku w Zamościu od mojej sąsiadki, Wiesławy Pokocy. Pięć lat później trafiam na obraz Edwarda Dwurnika. Czy musimy żyć właśnie tak, jak żyjemy? Do dziś pamiętam to pytanie z pierwszego rozdziału, które powracało w momentach, gdy próbowałem zrozumieć sens zbierania, chronienia i ponownego układania świata. Kolekcja wyrasta z potrzeby uważnego patrzenia i świadomego wyboru. Każde dzieło niesie ze sobą doświadczenie czasu, ciała i pamięci. Wspólnie tworzą przestrzeń, w której życie ujawnia swoją złożoność i głębię.

    Tworzenie kolekcji jest procesem rozpoznawania i przywracania znaczeń. Sztuka wzbogaca życie, ponieważ przenosi doświadczenie świata z jego wymiaru zewnętrznego do wewnętrznego. Pozwala zobaczyć więcej i głębiej, a także odkrywać nowe zakresy przeżyć. W kontakcie z dziełem człowiek odnajduje siebie intensywniej i pełniej, a jednocześnie doświadcza przemiany, która poszerza jego świadomość. Obrazy i obiekty stają się miejscem spotkania, w którym rzeczywistość nabiera nowego wymiaru.

    Prezentowane prace ukazują życie poprzez ciało, pamięć, spojrzenie i wyobraźnię. U Hansa Bellmera i Andrzeja Urbanowicza ciało staje się polem napięcia, fragmentacji i projekcji, które wyznaczają punkt wyjścia dla dalszych przekształceń. Katarzyna Górna i Katarzyna Kozyra przesuwają ten obszar w stronę podmiotowości i społecznej przemocy, odzyskując głos dla doświadczenia jednostki. Agata Słowak, Monika Misztal i Olga Dmowska rozwijają go poprzez intensywność przeżyć, emocję i cielesną obecność. Równolegle Edward Dwurnik i Tadeusz Rolke zakotwiczają tę narrację w codzienności, pamięci i konkretnym obrazie życia społecznego. Kateryna Lysovenko wprowadza doświadczenie wojny oraz napięcie między przemocą a wyobrażeniem wolności. Jakub Julian Ziółkowski i Paweł Żukowski otwierają przestrzeń wyobraźni, snu i transformacji, w której rzeczywistość ulega przekształceniu. Estevão da Silva Conceição wnosi wymiar organiczny i egzystencjalny, budując swój świat z materii, pracy i doświadczenia. Powstaje w ten sposób wielogłosowa opowieść o człowieku, w której napięcie między jednostką a wspólnotą, między tym, co widzialne i tym, co wyobrażone, ujawnia kształt życia.

    Współczesność przynosi przyspieszenie, nadmiar i rosnące napięcia, które coraz częściej przekładają się na realne doświadczenie niepewności. W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera umiejętność zatrzymania się i świadomego przeżywania chwili obecnej. Sztuka otwiera przestrzeń skupienia i pogłębienia, w której możliwe staje się odzyskanie wewnętrznej równowagi, ale także dostrzeżenie innych i uznanie ich doświadczenia. Tworzy wspólnotę opartą na obecności, w której spotkanie odbywa się poprzez obraz, formę i wyobraźnię. W tej przestrzeni człowiek pozostaje sobą i jednocześnie uczy się widzieć siebie w relacji z innymi.

    Wystawa ukazuje życie jako proces, który odsłania się poprzez formy, gesty i relacje. Kolekcja staje się zapisem czasu oraz sposobem jego rozumienia. Powstaje z indywidualnych wyborów i osobistych doświadczeń, które z czasem układają się we wspólną strukturę znaczeń. To, co jednostkowe, zyskuje wyraźniejszy kontur i pozostaje czytelne w relacji z całością. Życie wyłania się stopniowo, poprzez decyzje, spotkania i obrazy, które pozostają w nas i powracają w kolejnych momentach. To właśnie w tym procesie, pomiędzy „ja” i „my”, ujawnia się jego kształt.

    KURATOR: Michał Borowik

    fot. Szymon Sokołowski

    PRESS PACK

  • ARCHIWALNE

    PRZYPADEK ŻOŁNIERKIEWICZA: LINIE ŚWIATŁA, PUNKTY, SŁOWA I NIE TYLKO

    Druga odsłona wystawy poświęconej twórczości Tomasza Żołnierkiewicza, kuratorowanej przez Michela Gauthier (Centre Pompidou). Przedsięwzięcie przygotowane we współpracy z Natalią Gierowską, przy wsparciu Fundacji Stefana Gierowskiego.

    Od czasu do czasu historia sztuki napotyka „przypadki”: artystów, dzieła i biografie, które schodzą z utartych szlaków, podważają jej zwyczajowe narzędzia analityczne, wymykają się egzegezie. Powody bywają różne. Losy artysty pozostawały zagadką; tworzył niewiele albo przeciwnie – był aż nadto płodny; jego twórczość cechowała się powtarzalnością albo nadmierną różnorodnością; przez długi czas pozostawała w ukryciu. Właśnie takim „przypadkiem” z całą pewnością był Tomasz Żołnierkiewicz (1935–2018).

    Choć przez wiele lat wykładał na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, a w 1962 roku został asystentem Stefana Gierowskiego, wydawało się, że pozostawał na marginesie świata sztuki. Pod wieloma względami wiódł życie outsidera. Uczelnia była nie tylko jego miejscem pracy, ale także domem. Przez pewien okres jego sypialnią była poczekalnia na Dworcu Centralnym w Warszawie. Wiele mówi o nim następująca anegdota: pewnego dnia oblał farbą Tadeusza Kantora, ponieważ ten w jego oczach uosabiał władzę w polskim świecie sztuki. Niewykluczone, że podobnie Żołnierkiewicz postrzegał historię sztuki: jako formę dominującego autorytetu wartościującego, który budził w nim opór. On sam zdawał się odmawiać zajęcia w niej jakiegokolwiek miejsca. Ze świadectw jego byłych studentów i asystentów wynika, że niechętnie pokazywał swoje prace. Jego twórczość funkcjonowała więc przede wszystkim w obiegu pogłosek – istniała niejako mimochodem, wymykając się wszelkim próbom systematyzacji. Dopełnieniem tej historii stała się powódź, która pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku zalała jego pracownię przy ulicy Lwowskiej w Warszawie, niszcząc cały dotychczasowy dorobek artysty, pozbawiając go przeszłości oraz początków – z wyjątkiem wczesnej twórczości plakatowej (w tej dziedzinie był bardzo aktywny). Zdarzenie to z pewnością przyczyniło się do ukształtowania jego późniejszej postawy obojętnej wobec jakiejkolwiek perspektywy historycznej.

    Bliscy wspominają, że opowieści, które snuł, w żaden sposób nie podlegały chronologii. Innymi słowy: jego malarstwo zdawało się samo antycypować własny kres, jakby miało zaistnieć później jedynie w wyobraźni powieściopisarza, a nie być poddawane przenikliwym spojrzeniom historyków sztuki. A jednak istnieje – w postaci kilkuset obrazów, które dziś mogą zostać zaprezentowane publiczności, często nieświadomej mitologii otaczającej ekscentrycznego profesora Akademii Sztuk Pięknych, a tak żywej w pamięci tych, którzy go znali. Tylko jak patrzeć na te obrazy?

    Odkrycie tego zbioru wywołuje pierwsze pytanie: co go poprzedzało? Co malował Żołnierkiewicz pod koniec lat sześćdziesiątych czy w kolejnej dekadzie? Łatwo sobie wyobrazić, że część dzisiejszych prac to być może powtórzenia obrazów zniszczonych podczas powodzi w pracowni. Wiele z nich nie zostało opatrzonych datą, jakby artysta nie przywiązywał wagi do dokumentowania historii albo wiedział, że i tak nieprawidłowa byłaby data, którą wpisałby, nie pamiętając, kiedy powstał pierwowzór utracony w czasie powodzi.

    W kontakcie z tym zbiorem obrazów uderza też ich ogromna różnorodność stylistyczna – sprawiają wrażenie, jakby były dziełami różnych autorów. To prawda, że wielu artystów zmienia styl w ciągu swojej drogi twórczej – wystarczy przywołać Gerharda Richtera, rówieśnika Żołnierkiewicza, który stanowi tu przykład wręcz wzorcowy. Takie zmiany jednak wynikają albo z logicznej sekwencji przyczyn i skutków towarzyszących ewolucji twórczej, albo – jak w przypadku Richtera – są świadomie wpisane w estetyczne założenia twórczości. Działalność Żołnierkiewicza jako plakacisty z pewnością sprzyjała stylistycznemu urozmaiceniu, ale różnorodność jego malarstwa nie może być rozpatrywana wyłącznie w tym kontekście. Warto zauważyć, że gest oblania Kantora farbą miał głębsze znaczenie niż tylko odrzucenie artystycznego establishmentu. Słowa „autor” i „autorytet” wywodzą się z tego samego źródłosłowu – łacińskiego czasownika augere, oznaczającego „powoływać do istnienia”, „powiększać”. Autor to ten, kto ma moc sprawczą, by dokonać aktu twórczego. Kwestionując autorytet Kantora, Żołnierkiewicz wyraził tym samym odmowę bycia autorem w takim sensie, w jakim był nim słynny malarz i dramaturg. Aby odrzucić rolę autora, należy podążać jedną z dwóch dróg: nie tworzyć wcale – wówczas mamy do czynienia z figurą artysty bez dzieła – albo stać się wieloma autorami.

    Wszyscy znamy słynny tekst Rolanda Barthes’a o „śmierci autora”: znaczenie dzieła nie może być definiowane wyłącznie poprzez jego przypisanie konkretnemu twórcy. Zależy ono w równym stopniu – jeśli nie bardziej – od coraz to nowszych interpretacji odbiorców. Nie jest pewne, czy teza Barthes’a daje się w pełni zastosować do przypadku Żołnierkiewicza. Niemniej jednak heterogeniczność jego malarstwa ujawnia pewne pęknięcie, rozproszenie, rozpad figury autora. Jaką władzę może mieć autor nad swoim dziełem, jeśli jest ono aż tak wielogłosowe? To bez wątpienia jedna z najbardziej osobliwych i znaczących cech twórczości Żołnierkiewicza.

    To osłabienie autorytetu artysty należy rozpatrywać w powiązaniu z jedną z dominujących cech jego malarstwa: skromnością formatów i podłoży. Wiele jego prac ma niewielkie rozmiary, często sięgał po materiały z recyklingu – deski znalezione tu i ówdzie, elementy starych krosien, fragmenty tapicerki lub domowych tkanin – i korzystał z najtańszych farb. Można by tłumaczyć ten stan rzeczy względami ekonomicznymi albo ograniczoną przestrzenią pracowni. Warto jednak zaznaczyć, że kiedy odczuwał potrzebę pracy na dużych płótnach, potrafił zdobyć odpowiednie materiały. Czy zatem niewielkie formaty prac były wynikiem wyłącznie wyborów estetycznych? O ile trudno sobie wyobrazić Giorgia Morandiego malującego swoje martwe natury na monumentalnych płótnach, treść obrazów Żołnierkiewicza nie zakłada w sposób konieczny ich niewielkich rozmiarów. Innymi słowy – można tu mówić o intencjonalności. Ten aspekt jego twórczości ma z pewnością bardziej charakter etyczny niż estetyczny. Taka praktyczna skromność jest jedną z form wyrazu jego nieufności wobec pojęcia autorytetu.

    Ale jakie właściwie są te obrazy, które Żołnierkiewicz tak niechętnie pokazywał i które powstawały z wykorzystaniem tak skromnych materiałów? Jak bardzo różnią się pod względem stylu? Mówiąc wprost – jak wyglądają? Kolorowe promienie – poziome na jednych płótnach, pionowe na innych, czasem układające się w kręgi. Kropki o różnej wielkości, niekiedy przechodzące w plamy. Linie słów zapisanych na całej powierzchni obrazu. I jeszcze kilka innych elementów. Nie sposób ustalić dokładnej chronologii tych serii. Bardzo możliwe, że Żołnierkiewicz pracował nad kilkoma równocześnie.

    Grupa obrazów z promieniami świetlnymi to najliczniejszy i zapewne najbardziej ikoniczny segment jego twórczości. Trudno jednak precyzyjnie określić, kiedy artysta zaczął je malować. To właśnie ta część jego dorobku sytuuje go najbliżej twórczości Stefana Gierowskiego. W 1964 roku Gierowski rozpoczął pracę nad serią obrazów, w których jego zamiłowanie do abstrakcji przybiera zdecydowanie pozaziemski wymiar. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych kosmiczne wizje Gierowskiego znalazły wyraz w obrazach złożonych ze świetlistych i kolorowych promieni, takich jak CXCVII. Prace te stanowią dziedzictwo rajonizmu Michaiła Łarionowa, który zakładał, że formy istnieją jedynie jako promienie światła. Obrazy Żołnierkiewicza z motywem promieni często opierają się na zasadzie symetrii: promień centralny, a po jego bokach kilka w innych kolorach. W niektórych pracach jednak ten sam promień powtarza się na całej powierzchni płótna, czasem sprawiając wrażenie, że wychodzi poza jego krawędź. Zdarza się też, że przez obraz przebiega tylko jeden promień. Co nietypowe – otaczające promień stopniowanie kolorystyczne w niektórych przypadkach tworzy efekt trójwymiarowości, co sprawia, że promień przypomina walec. Obrazy te mogą przywodzić na myśl Superfici a testura vibratile Getulia Alvianiego o aluminiowych powierzchniach, na których frezowanie wytwarza efekty świetlne przywodzące na myśl trójwymiarowy walec, czy też obrazy Kazysa Varnelisa z lat siedemdziesiątych. W tym sensie prace Żołnierkiewicza oscylują między płaskością malarstwa pasowego (jak u Kennetha Nolanda, Bridget Riley czy André Beullensa) a złudzeniem przestrzenności i głębi, między rajonizmem a tubizmem – terminem opisującym wariant kubizmu zaproponowany przez Fernanda Légera.

    Żołnierkiewicz zdaje się z rozmysłem eksplorować różne kierunki rozwoju modelu rajonistycznego, będącego schedą po malarstwie Gierowskiego: promień światła, płaski pas barwy, relief walca. Obrazy z koncentrycznymi, wielobarwnymi okręgami to inna wersja tej samej estetyki rajonizmu.

    Zamiast przedstawiać promień światła w całej jego długości, Żołnierkiewicz ukazuje go u źródła. W Polsce takie obrazy natychmiast przywodzą na myśl prace Wojciecha Fangora, lecz trafniejsze byłoby skojarzenie z twórczością Kennetha Nolanda czy Minoru Onody, a jeszcze bardziej – Petera Sedgleya. Dyski z koncentrycznymi okręgami, podobnie jak monochromatyczne tonda, są w twórczości Żołnierkiewicza przeważnie niewielkiego formatu – sprawiają wręcz wrażenie rekwizytów na wystawie, a nie pełnoprawnych obrazów.

    W dorobku Żołnierkiewicza malarstwo pointylistyczne współistnieje z rajonistycznym, podobnie jak u Gierowskiego, który już w 1970 roku powierzył punktowi rolę ożywiania koloru bez konieczności odwoływania się do formy – ale także jak u Piera Dorazia. Zdaje się, że Żołnierkiewicz chciał sprawdzić różne możliwości, jakie oferuje abstrakcyjny pointylizm: jednokolorowe kropki, rozmieszczone w sposób sugerujący formę lub jej brak; mieszanie kropek w różnych kolorach; nałożenie na siebie dwóch siatek punktów, lekko względem siebie przesuniętych; powiększenie kropki do plamy. Kiedyś trzeba będzie spisać historię abstrakcyjnego pointylizmu, w której ważną rolę odgrywają Gierowski i Dorazio, ale również Kuno Gonschior, który całą swoją twórczość oddał we władanie punktowi. Choć prace Żołnierkiewicza z promieniami i kropkami znacznie się różnią, to jednak istnieje między nimi pewna spójność – więź między cząstką a promieniem, którą dostrzegli również inni artyści. Obrazy tekstowe natomiast należą już do zupełnie innego uniwersum estetycznego.

    Żołnierkiewicz rozpoczął prace nad swoimi pierwszymi obrazami tekstowymi najprawdopodobniej na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Są to wielkoformatowe dzieła przypominające palimpsesty: linijki trudnych do odczytania słów zapisanych pędzlem, wersy tekstu nakładające się na inne i pokrywające całą powierzchnię płótna. Każda z warstw ma inny kolor. Łatwo zauważyć, jak wielka przepaść dzieli obrazy z promieniami czy punktami od tych letrystycznych kompozycji. Prace Żołnierkiewicza przywodzą na myśl hipergrafię twórców letryzmu, takich jak Isidore Isou czy Maurice Lemaître. Już w drugiej połowie lat czterdziestych hipergrafia, czyli plastyczne użycie języka, była postrzegana jako przezwyciężenie zarówno abstrakcji, jak i figuracji. Trudno jednak przypisać tego rodzaju intencje Żołnierkiewiczowi. Z relacji wielu osób wynika, że artysta bardzo dużo mówił, często zalewając rozmówców niekontrolowanym potokiem słów. Czy zatem mamy tu do czynienia jedynie z malarską formą tej nadmiarowej mowy? Czy letryzm Żołnierkiewicza to jedynie efekt kompulsji? Czy te nieczytelne palimpsesty stanowią wyraz odmowy podporządkowania się hermeneutyce; niezgody na to, aby hermeneutyka miała ostatnie słowo? A może to po prostu jedna z form malarskich, jakie historia oddała do dyspozycji artystom?

    Żołnierkiewicz nie poprzestał na opisanych obrazach z promieniami, punktami, tekstami. Wśród jego licznych realizacji znajdziemy choćby zdumiewające quasi-monochromatyczne płótna, których wszystkie cztery rogi oznaczone są małym ząbkowanym kształtem przypominającym klin do napinania podobrazia. Te nieco komiksowe obrazy zmuszają oko do wyboru – skoncentrowania się albo na środku, albo na rogach płótna. W zależności od wybranej opcji efekt wizualny zmienia się diametralnie. Warto wspomnieć także o dwóch szarych obrazach, na których przedstawiono małe gwoździe, jakby wbite w kilka miejsc na płótnie. To swoisty mariaż monochromatyzmu z hiperrealizmem – spotkanie mitycznego „ostatniego obrazu w historii malarstwa”, jak chciał Aleksandr Rodczenko, z pospolitym narzędziem z warsztatu.

    Żołnierkiewicz bardzo interesował się muzyką. Słuchał jej często i dużo. W szczególności podziwiał Witolda Lutosławskiego – do tego stopnia, że z powodów znanych tylko sobie porównywał go nawet ze Stefanem Gierowskim. To zainteresowanie nie jest bez znaczenia, bo muzyka – przynajmniej ta, którą cenił – jest sztuką interpretacji: partytura sama w sobie nie wystarczy, trzeba ją ożywić wykonaniem. Tak jak Krystian Zimerman proponuje własne odczytanie Ballad Chopina czy Preludiów Debussy’ego, a Antoni Wit – symfonii Mahlera, tak Żołnierkiewicz jako malarz przyjmuje rolę interpretatora, a nie kompozytora. Proponuje własne odczytania rajonizmu, malarstwa pasowego, pointylizmu czy letryzmu. Pozycja, którą przyjmuje jako artysta, współgra z jego filozofią twórczą – interpretator znajduje się bowiem w pozycji znacznie mniej autorytarnej niż kompozytor. Żołnierkiewicza należy zatem postrzegać jako interpretatora „partytur” zaczerpniętych z historii sztuki.

    Wiele wskazuje też na to, że sam postrzegał swoje obrazy jako otwarte na interpretację. Jak wynika z relacji osób, które go znały, jego pracownia była wypełniona płótnami, które układał w różnych konfiguracjach. Każde z nich traktował jako element zdolny do wchodzenia w interakcje z innymi. Żadne nie miało ambicji, by być bytem absolutnym w pierwotnym sensie tego słowa, czyli całkowicie oderwanym od otoczenia. Twórczość Żołnierkiewicza jawi się dziś zatem nie tyle jako korpus wymagający filologicznego opracowania, ile raczej jako zbiór obrazów przeznaczonych do interpretacji – do wystawienia w przestrzeni ekspozycyjnej.

    KURATOR: Michel Gauthier

    fot. Zbigniew Kańczukowski, Szymon Sokołowski, Krzysztof Wasilczyk

    PRESS PACK

ZOBACZ WSZYSTKO

Artyści

Program Borowik Foundation tworzą wybrane artystki i artyści, z którymi współpracujemy poprzez wystawy, projekty i długofalową reprezentację.

  • Agata Kus
  • Aleksandra Szczodry
  • Anna Tymińska
  • Grupa Dowczoraj
  • Helena Stiasny
  • Mycek Małgorzata
  • Zuzanna Romańska

Agata Kus

Agata Kus urodziła się w 1987 roku. Mieszka i pracuje w Krakowie. Jest absolwentką i doktorem Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w pracowni prof. Leszka Misiaka obroniła w 2012. Zajmuje się głównie malarstwem, rysunkiem, ceramiką i video. Jest laureatką wielu nagród i stypendiów, w tym zwyciężczynią Międzynarodowego Biennale Sztuki Mediów WRO 2015 we Wrocławiu. W roku 2017 została nominowana do Nagrody „Spojrzenia” Deutsche Banku i Zachęty. W roku 2011 i 2018 była nominowana do stypendium szwajcarskiej Fundacji Vordemberge-Gildeward W 2021 zdobyła pierwsze miejsce w rankingu Kompas Młodej Sztuki publikowanego na łamach Rzeczpospolitej. Współpracowała z wieloma instytucjami i galeriami w Polsce, Austrii i Paryżu. Jej obrazy znajdują się m. in. w kolekcji Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Muzeum Narodowym w Gdańsku, Galerii Bunkier Sztuki, Kolekcji mBanku oraz w licznych kolekcjach prywatnych w Polsce i zagranicą.

INSTAGRAM

Aleksandra Szczodry

W swojej praktyce artystycznej odwołuje się do przedpatriarchalnych systemów wyobrażeń, w których Bogini stanowiła centrum kosmologii, a życie i śmierć funkcjonowały jako elementy spiralnego cyklu istnienia. Czerpiąc z dziedzictwa tzw. Starej Europy, mitologii i symboliki Wielkiej Bogini, tworzy współczesny język wizualny, który zachęca do ponownego, świadomego kontaktu z własnymi źródłami tożsamości. Jej praktyka obejmuje ceramikę, obiekty talizmaniczne oraz malarstwo, w których ciało, natura i duchowość funkcjonują jako wzajemnie przenikające się obszary doświadczenia. Traktuje sztukę jako proces odzyskiwania pamięci zapisanej w materii, od gliny i pigmentu po biologiczne i kosmiczne rytmy istnienia. W 2019 roku uzyskała stopień doktory sztuki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, prowadząc badania nad rolą intuicji, iluminacji i natchnienia w procesie twórczym. Współtworzy kolektyw HEX oraz duet artystyczny MAŚĆ.

INSTAGRAM

Anna Tymińska

Anna Tymińska (ur. 2001 w Łomży) jest absolwentką Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W swoich pracach bazuje na gestach jako formie łącznika między człowiekiem a światem przyrody. Eksploruje także temat ludzkiej percepcji, która ulega zmianie w zależności od bodźców dźwiękowych czy wzrokowych.

INSTAGRAM

MATERIAŁY PRASOWE

Grupa Dowczoraj

Twórca wizualny czerpiący inspiracje z popkultury i przestrzeni internetowej, pracujący w technice aerografu. W swoich pracach łączy symbole przeszłości z estetyką ery cyfrowej, tworząc obrazy balansujące między nostalgią a współczesnym językiem wizualnym.

INSTAGRAM

MATERIAŁY PRASOWE

Helena Stiasny

Artystka malarka, w której twórczości portret i autoportret stają się narzędziami analizy statusu oraz symboliki kobiecej postaci. Odwołując się do tradycji malarstwa figuratywnego, podejmuje klasyczne tematy, poszukując w nich podmiotowości kobiecych figur i ich spojrzeń. Jej prace koncentrują się na doświadczeniu konfrontacji z własnym ciałem oraz jego kulturowymi wyobrażeniami, tworząc osobisty, a zarazem pokoleniowy komentarz do sytuacji młodych kobiet w patriarchalnym społeczeństwie. Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W latach 2022–2024 była notowana w Kompasie Młodej Sztuki w pierwszej piętnastce artystek i artystów młodego pokolenia. W 2023 roku otrzymała wyróżnienie podczas 16. Jesiennego Salonu Sztuki LOOSTRO w BWA Ostrowiec, a w 2019 roku została nagrodzona VeniceLands ArtPrize we Włoszech.

INSTAGRAM

Mycek Małgorzata

Mieszka i tworzy w małej wsi w Dolinie Osławy. W swojej praktyce artystycznej bada temat peryferii, koncentrując się na regionie, w którym żyje. Interesuje go narracja, która nie romantyzuje wsi ani nie upraszcza lokalnych historii do stereotypowych obrazów. Szczególną uwagę poświęca ludowej historii opowiadanej z perspektywy wykraczającej poza patriarchalne ramy.

INSTAGRAM

Zuzanna Romańska

Artystka wizualna pracująca z malarstwem, rysunkiem, obiektem, wideo, muzyką i poezją. W centrum jej praktyki znajduje się pojęcie kosmogonii rozumianej jako przestrzeń pomiędzy doświadczeniem jednostkowym a zewnętrznymi narracjami kulturowymi. Buduje wędrujące obrazy i archetypiczne postaci, które przekraczają granice czasu, przestrzeni i gatunków. Poprzez nieustanne przetwarzanie ich ikonografii bada wpływ obrazowania na napięcia społeczne, kulturowe i emocjonalne. Jej prace mają charakter silnie narracyjny i literacki. Malarstwo staje się dla niej narzędziem przetwarzania rzeczywistości oraz projektowania alternatywnych scenariuszy świata i tożsamości. Jest absolwentką Zespołu Państwowych Szkół Plastycznych w Krakowie (2020) i Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (2026).

INSTAGRAM

O NAS

Borowik Foundation to platforma łącząca kluczowe inicjatywy Michała Borowika, w tym Borowik Collection, Polish Art Now oraz Dom Avenariusów. Borowik Collection, tworzona od 2005 roku, to kolekcja sztuki współczesnej, skupiająca się na artystach z Europy Środkowo-Wschodniej, której celem jest ukazanie wciąż aktualnych zagadnień tożsamości, pamięci i przemian współczesnego świata.

30 marca 2020 roku, w odpowiedzi na kryzys związany z pandemią COVID-19, Michał Borowik zainicjował Polish Art Now – ogólnopolski ruch wspierający artystów, którzy utracili źródła dochodu. Projekt ten szybko rozwinął się w platformę promocji sztuki, integrując środowiska artystyczne w Polsce i za granicą. Jego sukces doprowadził do powołania w 2021 roku Borowik Foundation, której głównym celem stała się międzynarodowa promocja polskiej sztuki współczesnej oraz stworzenie przestrzeni do twórczego dialogu i wymiany idei.

W 2024 roku wszystkie dotychczasowe inicjatywy zyskały wspólną siedzibę w historycznym Domu Avenariusów przy ul. Katowickiej 7/2 na warszawskiej Saskiej Kępie. To przestrzeń, w której tradycja spotyka się z nowoczesnością, a sztuka współczesna jest zaprezentowana w kontekście głębszej refleksji nad aktualnymi wyzwaniami społecznymi i kulturowymi.

Wysyłając ten formularz, zapisujesz się do naszego newslettera. W każdej chwili możesz zrezygnować z jego subskrypcji. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.